Chapter 1
Rozdział 1
Komisarz Tomasz Bień rozpoczyna śledztwo w pięciogwiazdkowym hotelu po znalezieniu martwego mężczyzny w pokoju dwuosobowym. Na ciele brak widocznych obrażeń, co sugeruje samobójstwo, jednak detektyw dostrzega niepokojące szczegóły. Recepcjonistka Eleonora Wójcik zachowuje się nerwowo, a portier Marek Nowak zbyt chętnie dzieli się informacjami. Kryminalistka Magdalena Kaczmarek znajduje ukryty w pokoju klucz, który może zmienić kierunek śledztwa.
– Sam wynajął pokój dwuosobowy – powiedziała recepcjonistka, Eleonora Wójcik, nie odrywając wzroku od komputera. – Czekał na kogoś, kto nie przybył.
Komisarz Tomasz Bień stał w progu pokoju 214, wpatrując się w ciało mężczyzny leżące na łóżku. Żadnych ran, żadnych śladów krwi. Trup wyglądał, jakby zasnął i po prostu się nie obudził. Pierwsza myśl: samobójstwo. Ale coś tu nie grało.
– Kto znalazł ciało? – zapytał, nie odwracając się.
– Pokojówka, pani Kowalska. O dziesiątej rano. Gość nie odpowiadał na pukanie, a na klamce wisiała kartka „Nie przeszkadzać” od wczoraj – odpowiedziała Eleonora, a jej głos drżał lekko.
Bień skinął głową, podszedł bliżej. Mężczyzna leżał na wznak, ręce wzdłuż ciała, oczy zamknięte. Ubrany w jasną koszulę i ciemne spodnie, buty zdjęte i ustawione równo przy łóżku. Wszystko wyglądało zbyt idealnie.
– Magdalena, co masz? – zwrócił się do kryminalistki, która właśnie klęczała przy stoliku, badając szklankę z resztką wody.
– Żadnych śladów gwałtu, żadnych obrażeń zewnętrznych – odpowiedziała Magdalena Kaczmarek, nie przerywając pracy. – Ale to nie jest typowy obraz samobójcy. Brak listu, brak tabletek, brak narzędzi. Może zawał, może udar, może coś innego. Sekcja wyjaśni.
– Albo ktoś mu pomógł – mruknął Bień.
– Możliwe – przyznała. – Ale bez śladów wejścia, bez śladów walki... Ktoś musiałby być bardzo ostrożny.
Bień przeszedł do małego biurka pod oknem. Na blacie leżał notes, długopis i portfel. Otworzył go – dowód osobisty na nazwisko Jan Kowalski, trochę gotówki, karta kredytowa. Wszystko wyglądało zwyczajnie.
– Marek, ty go widziałeś? – zapytał portiera, który stał w drzwiach, wyraźnie podekscytowany.
– O tak, panie komisarzu! – Marek Nowak podszedł bliżej, obliżując usta. – Wczoraj około osiemnastej wszedł do hotelu. Sam. Niósł małą walizkę. Zapytał o salę konferencyjną, ale potem poszedł prosto do pokoju. Nikt go nie odwiedzał, niczego nie zamawiał. Tylko cisza.
– I nikogo nie zauważyłeś? Żadnego podejrzanego gościa?
Marek zmarszczył czoło, jakby się zastanawiał, po czym pokręcił głową.
– Nie, panie komisarzu. Wczoraj wieczór był spokojny. Kilku biznesmenów, para z dzieckiem, starsze małżeństwo. Nic nadzwyczajnego.
Eleonora nerwowo poprawiła włosy, spoglądając na kamery monitoringu w korytarzu.
– Coś się stało, pani Wójcik? – zapytał Bień, zauważając jej gest.
– Nie, nie – odpowiedziała szybko. – Tylko... myślę, że może ktoś coś widział. Kamery rejestrują cały korytarz. Może to pomoże.
– Sprawdzimy – rzucił Bień, zapisując coś w notatniku. – Ale na razie skupmy się na tym, co mamy.
Magdalena wstała, trzymając w ręku mały, srebrny klucz.
– Znalazłam to pod poduszką – powiedziała, podając go komisarzowi. – Nie pasuje do żadnych drzwi w hotelu. Wygląda na klucz do skrytki lub sejfu.
Bień obrócił klucz w dłoni. Był starannie wykonany, z wygrawerowanym numerem „47”. Coś w nim budziło niepokój.
– To może być ważne – mruknął. – Sprawdźcie, do czego pasuje.
– Zrobię to – obiecała Magdalena.
Komisarz podszedł do okna, wyjrzał na ulicę. Słońce świeciło jasno, ale w pokoju panował chłód. Czuł, że ta sprawa nie będzie prosta. Ofiara czekała na kogoś, kto nie przybył. Wynajęła podwójny pokój. I nie zostawiła żadnych śladów.
– Panie komisarzu – przerwał ciszę Marek. – A może... może to było coś więcej niż samobójstwo? Słyszałem, że w zeszłym roku ktoś obrabował salon jubilerski. Może to ten sam facet?
Bień uniósł brew.
– Skąd ta informacja?
– No, wie pan, plotki chodzą – odparł Marek, wzruszając ramionami. – Ale podobno włamywacz był niski, ciemnowłosy, tak jak ten tutaj. I nikt go nie złapał.
– To tylko plotki – uciął Bień. – Na razie mamy do czynienia z podejrzeniem samobójstwa. Resztę wyjaśni śledztwo.
Spojrzał na Eleonorę, która wciąż unikała jego wzroku. Coś w jej zachowaniu budziło jego podejrzenia. Może wiedziała więcej, niż mówiła. Może bała się o siebie.
– Pani Wójcik, proszę przygotować listę gości, którzy wczoraj zameldowali się w hotelu. I nagrania z kamer. Chcę je mieć do końca dnia.
– Oczywiście, panie komisarzu – odpowiedziała cicho.
Bień wyszedł na korytarz, zostawiając Magdalenę z ciałem. W myślach układał sobie obraz wydarzeń. Ofiara, elegancki hotel, tajemniczy klucz, nerwowa recepcjonistka, plotkarski portier. I ta cisza w pokoju, jakby ktoś starannie usunął. Po chwili ciało zostało zabrane na sekcje.